W polskim podziemiu Counter-Strike 2 przez ostatnie lata pojawiło się wiele projektów, które próbowały zbudować własną przestrzeń dla amatorskich drużyn, graczy i organizacji. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców tej sceny był Ta1nz. Czyli założyciel i osoba związana kolejno z Hevind eSports, Gloris eSports oraz Underground CS2.
Jego działalność od samego początku była mocno osadzona w środowisku „undergroundu”. Czyli amatorskiej sceny e-sportowej, funkcjonującej równolegle do bardziej oficjalnych struktur turniejowych. Projekty, które tworzył lub współtworzył, miały wspólny cel… Dać przestrzeń drużynom, które szukały czegoś więcej niż tylko luźnych składów na matchmaking.
Wraz z rozwojem Gloris eSports oraz późniejszym Underground CS2, Ta1nz stał się jedną z bardziej charakterystycznych postaci tego środowiska. Nie brakowało jednak wyzwań. Od problemów kadrowych przy organizacji turniejów, przez konflikty w community, aż po działania konkurencyjnych projektów.
Dziś, w obliczu zmian i stopniowego wycofywania się z aktywnego prowadzenia organizacji, Ta1nz podsumowuje swoją drogę, doświadczenia oraz kulisy funkcjonowania polskiego podziemia CS2.
[R] Jak wspominasz początki czerwonego Undergroundu i budowanie społeczności praktycznie od zera?
Oczywiście początki były trudne, jednak bardzo pomógł nam efekt świeżości, a także pewnego rodzaju zmęczenie community Clutch Masters. Kluczowe okazały się również szybko nawiązane współprace z organizacjami, które poprzez kooperację z nami w pewnym sensie nas uwiarygodniły i dały projektowi ogromny impuls do dalszego rozwoju.
[R] Co według Ciebie najbardziej wyróżniało UNDERGROUND na tle innych projektów?
To, co szczególnie nas wyróżniało i nadal wyróżnia, to przede wszystkim jasno określony target. Nigdy nie skupialiśmy się typowo na casualowych graczach CS2, czy szeroko pojętej „masówce”. Naszym priorytetem od początku był amatorski e-sport oraz drużyny i zawodnicy, którzy szukali czegoś więcej niż tylko ekipy „na jednego Faceita”.
[R] Jakie były największe trudności przy prowadzeniu tak dużego community?
Największym wyzwaniem były zdecydowanie braki kadrowe, szczególnie przy organizacji turniejów takich jak Summit Clash czy Ground Games Cup. Takie wydarzenia wymagają wielu ludzi do pracy i ogromnego zaangażowania. Dodatkowo sytuacji nie ułatwiała konkurencja oraz osoby z nią powiązane. Zniszczenie naszego serwera, który budowaliśmy przez ponad pół roku, było dla nas bardzo bolesnym ciosem.
[R] Poza Undergroundem działałeś też przy takich projektach jak Gloris eSports i Hevind eSports — czego nauczyły Cię te doświadczenia?
Te doświadczenia nauczyły mnie naprawdę wiele. W czasach Hevind Esport zbyt mocno angażowałem się w pewne sprawy i czasami zapominałem, że cały czas reprezentuję organizację — szczególnie poprzez niektóre wypowiedzi czy zachowania. W przypadku Gloris eSports działałem już zdecydowanie bardziej zachowawczo i starałem się oddzielać organizację od spraw typowo związanych z undergroundem.
Kolejną różnicą było to, że wcześniej równocześnie grałem i pełniłem rolę coacha, co było niezwykle czasochłonne i wyczerpujące. W Gloris mogłem natomiast stanąć z boku i skupić się na tym, by cała maszyna działała tak, jak powinna.
[R] Niedawno pojawiły się informacje o Twoim odejściu — skąd taka decyzja? Czy była to decyzja planowana od dłuższego czasu oraz jakie emocje towarzyszą Ci przy zamykaniu tego etapu?
Tak — w 99% zamykam rozdział związany z Gloris, jak i ogólnie z prowadzeniem własnych organizacji. Składa się na to brak czasu, pewne wypalenie oraz poczucie, że osiągnąłem swoje małe cele. Zawsze chciałem doprowadzić do sytuacji, w której drużyna pod moimi barwami pojedzie na LAN i będzie reprezentować organizację. Mimo że nie zakończyło się to końcowym sukcesem, sam cel został osiągnięty. Czy to definitywny koniec? Raczej tak. W przeciwieństwie do niektórych osób jestem konsekwentny — jeśli mówię „pass”, to biorę za to odpowiedzialność, zamiast wracać co kilka miesięcy z nową lub przejętą drużyną pod własnym logo.
Jeżeli chodzi o sam projekt UG — tutaj również czuję, że moja misja powoli dobiega końca. Nie jestem dziś w stanie powiedzieć, czy stanie się to jutro, za tydzień czy dopiero w grudniu. Od początku obiecałem sobie jednak jedno: będę poświęcał czas, energię i własne środki finansowe tak długo, jak długo będę czuł w sobie ten ogień.
Nie chcę trwać tylko po to, by trwać, ani szczycić się samą rangą „CEO” przy nicku. Rok temu chciałem po prostu zobaczyć, jak wygląda to uniwersum od środka — od podszewki. Przez ten czas udało się jednak wyznaczyć nowe standardy i pokazać, że pewne rzeczy można robić znacznie lepiej. Jednocześnie to wszystko musi mieć ciągłość. Moje odejście nie może oznaczać końca projektu, a jego dalszą kontynuację. Zbyt wiele zostało poświęcone i wypracowane, by zostawić partnerów czy sympatyków projektu bez przyszłości.
[R] Czy jest coś, czego żałujesz lub co zrobiłbyś inaczej z perspektywy czasu?
Najbardziej żałuję przede wszystkim niektórych współprac i tego, że zaufałem pewnym osobom zdecydowanie za bardzo. Z czasem okazywało się, że były to zwykłe hieny, które miały złe intencje zarówno wobec mnie, jak i całego projektu polskiego podziemia CS2.
Błędy popełnione przy GGC również odbiły się na nas bardzo mocno, choć ten temat został już szerzej wyjaśniony w naszym noworocznym artykule.
[R] Jak chciałbyś zostać zapamiętany przez ludzi ze sceny?
Mam świadomość, że dla konkurencji i osób z nią związanych pozostanę „tym złym” — gościem, który namieszał i przeszkodził w pewnych układach. Pewnie jeszcze długo będę obarczany winą za wszystko, co złego wydarzyło się lub dopiero wydarzy.
Natomiast jeśli chodzi o community i naszych partnerów, chciałbym, żeby zapamiętali mnie jako człowieka, który próbował coś zmienić w tym podziemiu, nawet kosztem ciągłych ataków na mnie i idącym za tym masą niepotrzebnych konfliktów. Chciałbym też, żeby pamiętali, że zawsze byłem dostępny dla ludzi — niezależnie od godziny i niezależnie od tego, czy rozmawialiśmy z ekipą mającą trzy followy czy dziewięćdziesiąt tysięcy.
[R] Na koniec, czy chciałbyś coś przekazać osobom, które przez ten czas tworzyły z Tobą community?
Być może jest to mój ostatni wywiad, dlatego chciałbym zacząć od podziękowań dla Superionu za lata współpracy pomiędzy moją organizacją a waszą redakcją. Ta współpraca zawsze przebiegała profesjonalnie — nawet w momentach, gdy moje community miało napięte relacje z waszą redakcją. Mogę mieć wiele zastrzeżeń do działań waszej redakcji, ale jeśli chodzi o relację organizacja–redakcja, stała ona zawsze na najwyższym poziomie.
Całemu community życzę przede wszystkim tego, aby wszystko, co zostało wypracowane przez ten rok, nie zostało zaprzepaszczone. Każdej drużynie i każdemu zawodnikowi życzę powodzenia i dalszego rozwoju. A hejterom? Mogę jedynie z uśmiechem powiedzieć, że nawet wspólnymi siłami nie byliście w stanie złamać mnie, ani mojego community. I jeśli odejdę — to wyłącznie na własnych zasadach.
Historia Ta1nz’a w polskim podziemiu domyka pewien wyraźny rozdział, który przez ostatnie lata kształtował lokalne community amatorskiego e-sportu. Od pierwszych prób budowania struktur w Hevind eSports, przez rozwój Gloris eSports, aż po najbardziej rozpoznawalny projekt, Underground CS2… Jego działalność była stałym elementem tej sceny.
Wypowiedzi pokazują zarówno rozwój samego twórcy, jak i ewolucję podejścia do prowadzenia organizacji i społeczności. Od intensywnego zaangażowania w każdy aspekt projektu. Aż po bardziej świadome i zdystansowane podejście, w którym kluczowe stało się utrzymanie stabilności oraz ciągłości działań.
Choć sam Ta1nz nie wyklucza, że jego obecność w świecie organizacji e-sportowych może jeszcze kiedyś powrócić. To obecnie traktuje ten etap jako zamknięty. Jak sam podkreśla, nie chce trwać w projekcie tylko z nazwy, lecz wtedy, gdy faktycznie ma do niego pełne zaangażowanie. Niezależnie od dalszych losów, jego wpływ na rozwój polskiego „undergroundu CS2” pozostaje widoczny, a projekty, które współtworzył, na stałe wpisały się w historię tej sceny.
